Ebooki Na rynku

12 lutego 2013 w 11:58

Podatkiem w e-książkę. Czy doczekamy się zmiany absurdalnych przepisów?

Stawki VAT na książki i ebooki w różnych krajach europejskich. Źródło: http://publishingperspectives.com/

Sprawa obłożenia ebooków podatkiem wyższym niż książki papierowe powraca w przestrzeni publicznej niczym bumerang. Tym razem temat podejmuje PIK, apelując do najwyższych instytucji państwowych i organizacji pozarządowych. Czy skutecznie?

Zrzeszeni w sekcji publikacji elektronicznych Polskiej Izby Książki wydawcy wysłali list w tej sprawie m.in. do ministrów: finansów, kultury, nauki i edukacji, a także do Kancelarii Premiera, Rzecznika Praw Obywatelskich i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Apelują w nim o zrównanie obowiązujących stawek, poprzez obniżenie VAT-u na książki w formie elektronicznej z 23 do  5 proc., którą objęte są książki papierowe:

„Zgodnie z aktualnymi przepisami, książki papierowe oraz książki elektroniczne utrwalone na fizycznym nośniku (np. płyta CD) obciążone są stawką podatku VAT w wysokości 5 proc., podczas gdy te same książki (ten sam autor, tytuł) sprzedawane w formie elektronicznej bezpośrednio ze stron internetowych, traktowane są nie jako książki, lecz jako usługa i obciążone stawką podatku VAT wynoszącą 23 proc. Zróżnicowanie stawek VAT nie znajduje w naszym przekonaniu żadnego uzasadnienia, ani z punktu widzenia cech samego produktu, gdyż sprzedawana jest treść, nie zaś jej nośnik (papier, płyta CD itd.), ani z punktu widzenia rozwoju rynku.”

Trudno się z takimi stwierdzeniami nie zgodzić, mając jednak na względzie, że przytaczanie tych, wydawałoby się oczywistych argumentów, to niestety tylko rzucanie grochem o ścianę. Przekonało się już o tym m.in. kilku posłów, a nawet Rzecznik Praw Obywatelskich.

Nie tak dawno bowiem Ministerstwo Finansów zajęło już w tej sprawie stanowisko, w którym zasłaniało się przepisami unijnymi, a te – jak wiadomo – zabraniają obniżenia stawki VAT na „usługi świadczone drogą elektroniczną”; właśnie tak według prawa traktowane są ebooki. Resort przyznał wtedy, że preferencyjne stawki stosują Francja i Luksemburg, ale zaznaczył, że obydwa kraje robią to na własną odpowiedzialność i narażają się na sankcje ze strony Komisji Europejskiej.

Na ratunek konstytucja?

Wróćmy na chwilę do wiosny zeszłego roku, kiedy to sprawa nabrała rozpędu i wydawało się, że w końcu uda się problem rozwiązać. Na ratunek miał przyjść minister Boni, który – jak się wydawało – zaproponował proste rozwiązanie:

Jak nasz kraj może wybrnąć z tego problemu? – Można zacząć od zmiany definicji e-booka, który dziś jest definiowany jako usługa. Tym tropem poszła Francja.

Również w tym czasie głos w sprawie zabrał Rzecznik Praw Obywatelskich – Irena Lipowicz. W liście do resortu finansów wskazywała ona na niezgodność obowiązujących przepisów  z konstytucyjną gwarancją równości oraz wolności dostępu do dóbr kultury.

Mało tego. Okazuję się bowiem, że naruszana w ten sposób może być obowiązująca w Unii zasada neutralności fiskalnej, zgodnie z którą na terytorium każdego państwa członkowskiego podobne towary i usługi powinny podlegać takiemu samemu obciążeniu podatkowemu.

Swego czasu, na tej właśnie podstawie, jedna z dużych londyńskich kancelarii prawnych pozwała tamtejszy urząd podatkowy (HM Revenue & Customs). Wystosowano tam także apel do rządu, pod którym podpisało się prawie 6,000 obywateli wspartych przez wydawców i organizacje związane z rynkiem książki.

Niestety także rząd brytyjski, znany z odważnych deklaracji i działań w ramach Unii, zasłania się jej przepisami. Dlaczego? Z tych samych powodów co rząd polski. Zapewne mamy tu do czynienia także z konformizmem, ale wiadomo przecież, że zrównanie stawek oznaczałoby zmniejszenie wpływów do budżetu. W przypadku Polski nie byłaby to duża kwota (ebooki stanowią zaledwie 2% całości rynku książki), ale jednak.

Europejska innowacyjność

Podejście Komisji Europejskiej do ebooków cechuje swoista schizofrenia. Z jednej strony deklaruje się chęć i potrzebę stawiania na innowacje, z drugiej tłamsi się je i blokuje.

Bardzo trudno wytłumaczyć jak to się dzieje, że nielogiczność i niesprawiedliwość europejskich przepisów dostrzegają nawet ci, którzy o nich decydują, a nic w tej sprawie – mimo licznych zapowiedzi – zrobić się nie da.

Niech świadczą o tym choćby słowa Neelie Kroes, wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej i komisarz ds. agendy cyfrowej:

Czyż zdrowy rozsądek nie podpowiada nam, iż ebooki powinny korzystać z dobrodziejstw obniżonego podatku VAT w ten sam sposób co książki papierowe? Według naszego systemu prawnego jest to jednak niemożliwe. Nie tylko bowiem zniechęca nas do tego, ale sprawia, że jest to nielegalne. Osobiście, zapatruję się na to, jak na coś co bardzo trudno wytłumaczyć.

W sprawie brukselskiej innowacyjności wie coś Michael O’Leary, prezes linii lotniczych Ryanair. Zainteresowanym polecam obejrzenie wystąpienia w całości:

Ciekawe czy stanowiący prawo na Starym Kontynencie zdają sobie sprawę jak wiele publikacji elektronicznych dotyczących właśnie Unii Europejskiej – jej historii, polityki, prawa – nie ma drukowanych odpowiedników?

Ciekawe również, jak wielu z nich zna dane dotyczące rynku amerykańskiego, który pod względem wydatków na publikacje elektroniczne, pozostawia Europę lata świetlne w tyle? Jak szacują eksperci do roku 2016 ta przepaść zwiększy się jeszcze bardziej.

Dotykamy tutaj głębszego problemu. Traktowanie publikacji elektronicznych przez Komisję Europejską, choć z pozoru wydaje się być sprawą małego znaczenia, jest swego rodzaju soczewką, przez którą widać wyraźnie dlaczego Europa nie radzi sobie na dzisiejszym, konkurencyjnym rynku globalnym tak dobrze jakby mogła. Wszechobecna biurokracja, mnogość wszelkiego rodzaju danin i zawiłość przepisów sprawia, iż tempo wzrostu innowacyjności nie może zadowalać liderów Starego Kontynentu.

Pozostaje zatem pytanie : jak długo jeszcze można udawać, że problemu nie ma lub, jak ma to miejsce po stronie polskiej, załamywać ręce i mówić, że nic się zrobić nie da? Nic mnie w tym wypadku nie zdziwi. Chyba bardziej prawdopodobne jest zrównanie stawek poprzez podniesienie daniny na książki papierowe, niż obniżenie ich na ebooki.

AKTUALIZACJA (15.02.13): Odpowiedź od Komisji Europejskiej otrzymał europoseł Filip Kaczmarek, który 3 tygodnie temu złożył na jej ręce zapytanie w sprawie obowiązujących przepisów. Jak się można było domyślić odpowiedź jest… nijaka. Zresztą sami zobaczcie.

Źródła: nytimes.com, lubimyczytac.pl, publishingperspectives.com, paidcontent.org.

Nie przegap żadnego wpisu

4 komentarze

  1. Piszą o tym: Nie przegap #16 – najciekawsze wydarzenia tygodnia

  2. Na „nowym kontynencie” nie ma vatu i tak wydumanego systemu podatkowego jak na starym, gdzie podatkowy nafaszerowany jest pozornymi ulgami zwolnieniami jak dobra kasza skwarkami. W efekcie energia przedsiębiorców angażuje zmaganie się z gąszczem przepisów. Ebook w takiej formie, w jakiej jest sprzedawany obecnie, zgodnie z prawidłami logiki jest usługą. Ale Komisja Europejska ma moc zmieniania warzyw w owoce, to i jedną usługę w towar może zamienić.

    • Otóż to ! Tylko aby zamieniać warzywa w owoce musi być wola i motywacja, a te z kolei potrzebują jakichś korzyści na horyzoncie. Zdaje się, że w KE jej na razie nie widzą, albo zobaczyć nie chcą.

  3. najlepiej to chyba załozyć firme w Delware, nie ma tam podatku, więc tylko wystawia się faktury, nie ma VAT, a potem ew. przy transferze do Polski kasy płaci sam podatek

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*